Uta marzec

loga na www miedzy banery

Interhandler kwiecień

loga na www miedzy banery

BP kwiecień

loga na www miedzy banery

Onturtle kwiecien

loga na www miedzy banery

Banner Branzowy TGX PROMO 2025 M 01 FINAL 1170 x 150

Nie naciągamy klientów

Z Edwardem Kęćko, współwłaścicielem firmy Ar-Tir w Suwałkach (Podlaskie) rozmawia Jacek Dobkowski.

 

Jacek Dobkowski: – Pański zakład działa 18 lat, znajduje się przy bardzo ruchliwej trasie prowadzącej na Litwę, do byłego przejścia w Budzisku. Takie położenie to duży atut?

Edward Kęćko: – To nie jest główny atut. Przyjezdny, przypadkowy klient to może 20 procent, nie żyję więc z trasy. Proszę zauważyć, że w warsztacie czy na naszym parkingu nie ma Litwinów, pojawiają się sporadycznie. Mam pojedynczych, stałych klientów z Litwy, także z Kaliningradu, Kazachstanu, Serbii, Macedonii. A wspomniane 20 procent to przewoźnicy z Polski, którzy jeżdżą trasą numer 8. Są też stali klienci z Polski, ale najwięcej, ponad połowa, jest z Suwałk i okolic. Wspomina pan o dużym ruchu, kiedyś prowadziliśmy automatyczną myjnię. Sądziliśmy, że skoro tyle ciężarówek jedzie, to będzie dużo pracy. Niestety, to się nie przyjęło, bo prawie nikt nie mył samochodu. Niektórzy kupują płyny i sami myją, niezgodnie z przepisami, ale co tam… Kierowcy wolą umyć zestaw przed zachodnią granicą Polski, przed wjazdem do Niemiec. Koszty utrzymania całodobowej myjni były duże, okres zimowy u nas długi, trzeba było ogrzewać.

JD: – Suwałki nie są wielkim miastem, 70 tysięcy mieszkańców. Jaką ma pan konkurencję, jeśli w chodzi o serwisowanie pojazdów ciężarowych?

EK: – Tego typu zakładów w Suwałkach jest 12. Tak, aż tyle. Ktoś ma transport i otwiera warsztat nie tylko na własne potrzeby. Są też małe firmy założone przez ludzi, którzy kiedyś pracowali w większych serwisach.  

JD: – W takiej sytuacji jak przekonać klienta, aby przyjechał właśnie do pana?

EK: – Jakością pracy i wiedzą, a to nie przychodzi samo z siebie. Nabywa się tego latami, wysyłam pracowników na szkolenia, najczęściej organizowane przez Inter Cars.

JD: – Jak są główne rodzaje awarii, z którymi spotykają się pańscy pracownicy?

EK: – Obecnie najwięcej awarii dotyczy łożysk i piast w ciężarówkach i naczepach. Ktoś nie wymieni łożysk na czas i potem ma problem. Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że jak samochód, czy naczepa ma przejechany milion kilometrów i zepsuło się łożysko z lewej strony, to niedługo i z prawej się zepsuje. Ono też ma milion, nie oszukujmy się. Mówię, jak się rozsypie but, to zmieniasz jeden, a w drugim chodzisz? Powinieneś to łożysko wymienić, nie mówię, że musisz u mnie, ale zrób to. Nie chcę na siłę ściągać klientów do siebie. Taki przypadek pamiętam – wymienialiśmy jedno łożysko w ciągniku siodłowym, naprawa u nas kosztowała chyba 3,5 tysiąca. Pojechał do Włoch, a tam zapłacił za drugie łożysko 3,5 tysiąca euro. I następnym razem nie było problemów z wymianą elementów po obu stronach. A z innych rzeczy dość często trafiają do nas sprzęgła, konkretnie tarcze. Posiadamy autoryzację Wabco i Knorra, Hyvy, wykonujemy gwarancyjne naprawy osi BPW, SAF, Mercedes-Benz. W ogóle mamy szeroki zakres usług, silniki, skrzynie biegów, robimy wszystko oprócz blacharstwa i lakiernictwa, również w busach i autach osobowych.

JD: – Oponami też się pan zajmuje ?

EK: – Tak, mamy Nokiany, od stycznia 2015. Kupujemy je bezpośrednio od producenta, bez żadnych pośredników. Wcześniej prowadziliśmy tylko wulkanizację, teraz doszła sprzedaż. Ciężko wejść na lokalny rynek, w Suwałkach jest duża, oponiarska firma pracująca od lat. Wielu jest przyzwyczajonych, że jak opony, to właśnie tam.    

JD: – Na stronie internetowej pańskiej firmy można znaleźć wzmiankę o klejeniu plandek.

EK: – Naprawiamy plandeki. Jest tego więcej zimą. Wiadomo, jest ślisko, przytrafia się więcej kolizji, dochodzi do zaczepienia naczepy o inne pojazdy, czy przeszkody. Z niektórymi przypadkami czasem odsyłamy klientów do specjalistycznych firm, bo wyjdzie im to taniej.  

JD: – Drugi raz przewija się w naszej rozmowie wątek, że nie „naciąga” pan klientów.

EK: – Zgadza się, nie robię tak, że ktoś musi koniecznie u mnie naprawiać. Oczywiście staramy się, żeby klient odebrał samochod fachowo naprawiony, dlatego współpracujemy z firmami zajmującymi się regeneracją pomp wtryskowych, czy planowaniem głowic. Wszystkie naprawy są uzgadniane z klientem.  

JD: – Wspomniał pan o sezonowości dotyczącej plandek. A inne przykłady?

EK: – Kiedy w powietrzu jest wilgotno, jesienią, siada elektryka. Złączki nie łączą, wszystko śniedzieje, nawet koroduje, lampy odmawiają posłuszeństwa. Jak przychodzą mrozy, pojawiają się problemy z paliwem. Zamarza układ paliwowy, także intercoolery. Zbiera się w nich woda, trzeba ją rozmrozić, spuścić. W połowie października zaczynają się ogrzewania postojowe, i zakładanie, i naprawy. Zajmujemy się urządzeniami dwóch najbardziej znanych firm, Webasto i Eberspaecher.  

JD: – Od pięciu lat jest pan w sieci Q Service Truck. Jakie są z tego korzyści?

EK: – Mamy spotkania, wymieniamy doświadczenia biznesowe, techniczne, związane z reklamacjami. W przypadku reklamacji klient nie musi wracać do serwisu, w którym naprawiał, może zajechać do innego, należącego do sieci. Placówki Q Service rozliczają się między sobą.

JD: – Części bierze pan z Inter Carsu, czy również z innych źródeł?

EK: – Biorę z trzech głównych firm: Inter Cars, Autos, Martex. Oczywiście Inter Cars ma największy udział, współpracujemy z nimi od 11 lat.

JD: – Ma pan dwa wozy serwisowe, jak je pan wykorzystuje?

EK: – Jeździmy głównie do awarii, nawet za Wilno czy Kowno. Wyjazdy na dalsze odległości nie byłyby opłacalne dla klienta, muszę przecież policzyć drogę w obie strony, pracę kierowcy. Najczęściej są to przypadki związane z układem paliwowym i z piastami. Nieznani klienci muszą najpierw zrobić przedpłatę.

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 T&M 12/2015

Tekst: Jacek Dobkowski