Krajobraz po pandemii

Ze Sławomirem Kostjanem, wiceprezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników w Białej Podlaskiej, w woj. lubelskim rozmawia Jacek Dobkowski.

 

Jacek Dobkowski: – Spotykamy się 8 czerwca. Czy można powiedzieć, że jest już po pandemii w transporcie?

Sławomir Kostjan: – W pełni tego potwierdzić nie mogę. Przypadki tej choroby, są mniej liczne, ale jeszcze występują wśród kierowców, jako podstawowej grupy zawodowej, a także wśród innych pracowników czy też właścicieli. Najbardziej narażeni byli kierowcy wykonujący przewozy na wschód i zachód Europy. W niektórych przypadkach choroba nie została ewidencjonowana, ludzie przechodzili ją z lżejszymi objawami. Miało to pewien wpływ na częstotliwość ich jazd, a także na wyniki firm, ale ponieważ transport musiał ciągle funkcjonować i zaopatrywać tak ludność jak i przedsiębiorstwa, w związku z tym nie nastąpiło widoczne załamanie tym spowodowane.

 

JD: – A jak pan ocenia kondycję transportu u schyłku pandemii? Można spotkać się z opiniami, że nasz branża dość dobrze przeszła ten okres.

SK: – Wyglądało na to, że skutki ekonomiczne i finansowe będą tragiczne. Ale z czasem okazało się, że wiele przedsiębiorstw zanotowało spadki przychodów, ale nie były one aż tak drastyczne, żeby pozbawić możliwości funkcjonowania przedsiębiorstw przewozu rzeczy. Gorzej zaś było w przewozach pasażerów, firmy bardziej odczuły skutki i odczuwają do tej pory.

 

JD: – Można stwierdzić, że generalnie transport obronił się?

SK: – Transport funkcjonuje dalej, potrzeby przewozowe istnieją. Nie można mówić o załamaniu koniunktury. Koniunktura w transporcie wynika z koniunktury produkcji w przemyśle czy w rolnictwie. Wszelkie statystyki wskazują na pozytywną koniunkturę. W związku tym transport miał i ma co robić.

 

JD: – Jesteśmy w Białej Podlaskiej, jak wygląda sytuacja z przewozami drogowymi na kierunkach wschodnich?

SK: – Przedsiębiorstwa skupione w naszej organizacji wykonują przede wszystkim przewozy na tych kierunkach, Białoruś, Rosja, ale nie tylko, także Azerbejdżan, Tadżykistan, Mongolia, nieobce nam są jazdy aż do granicy z Chinami. Transport międzynarodowy funkcjonuje, ma swoje problemy, szczególnie związane z przekraczaniem granic. Problemy występują na styku dwóch systemów, czyli na granicy Unii Europejskiej na wschodzie, a więc z Białorusią, Ukrainą, także Rosją. Często wpływ na sprawność funkcjonowania granicy, czyli odpraw pojazdów ma również sytuacja polityczna, a teraz w szczególności się to objawia.  

 

JD: – Odprawy trwają dłużej?

SK: – Tak. Obowiązujące procedury są bardziej wydłużane. Występują różne, nieprzyjazne zdarzenia, występuje niechęć wyrażająca się sposobem bycia i załatwiania spraw granicznych. Staramy się systematycznie te dolegliwości łagodzić organizując spotkania transgraniczne ze służbami mundurowymi z obu stron. Ma to jakiś pozytywny wpływ, ale musi być systematycznie, co pewien czas powtarzane. A podczas pandemii nie było można się spotykać.  

 

JD: – Powrócą zjazdy przewoźników organizowane przez stowarzyszenie?

SK: – Mam nadzieję, choć trudno powiedzieć, kiedy to się stanie. Zjazdy były zawsze prowadzone w dwóch kierunkach. Jeden to część merytoryczna dotycząca różnego rodzaju zdarzeń i spraw, z udziałem zaproszonych gości. Druga to część integracyjna, możliwość wymiany doświadczeń.

 

JD: – Czym głównie zajmuje się stowarzyszenie?

SK: – Prowadzimy różnoraką działalność, nastawiamy się przede wszystkim na obsługę naszych przewoźników, to znaczy zaopatrzenie w wymagane dokumenty czy ubezpieczenia. Świadczymy pomoc organizacyjną i prawną.        Prowadzimy szkolenia, głównie kierowców, mamy własny ośrodek szkoleń. Można u nas wykonać psychologiczne badania kierowców. Chcę dodać, że formuła jest otwarta, jesteśmy organizacją ogólnopolską i poszerzamy naszą ofertę. 

 

JD: – Działa pan w stowarzyszeniu od zawsze. Co najbardziej zmieniło się w transporcie przez te ponad 20 lat?

SK: – Następuje systematyczny i utrzymujący się w dłuższym okresie trend rozwoju naszego transportu międzynarodowego, aż po dominację na rynku unijnym. Z tego tytułu powstają pewne, dla nas niekorzystne zjawiska. Objawiają się w różnych, unijnych przepisach. Najbardziej dokuczliwe zjawisko, które zacznie mocno działać we przyszłym roku, to pakiet mobilności, w zakresie organizacji przewozów i w zakresie ujednolicenia zapłaty za pracę kierowców. Obawiamy się, że znaczne zwiększenie płac spowoduje naszą niekonkurencyjność w porównaniu z przewoźnikami ze wschodu, z Rosji, Białorusi, Ukrainy, którzy są poza Unią i nie muszą przestrzegać unijnych przepisów.  

 

JD: – Jak możemy się bronić? Czy coś można jeszcze zrobić?

SK: – Można, w przepisach prawa polskiego. Tak ustawić sprawy płacowe, aby wynagrodzenia wzrosły, ale nie drastycznie. Muszą być polskie ustawy i rozporządzenia wykonawcze związane z pakietem mobilności. I o to się dopominamy. Wnosimy o włączenie w proces legislacyjny przedstawicieli środowiska i organizacji transportowych. Szczególnego znaczenia nabierają precyzyjne definicje wielu pojęć, na przykład podróży służbowej, należności związanych z podróżą służbową, wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne. Poza tym obawiamy się podwyżek kosztów w wielu innych elementach działalności, wynikających z sytuacji po pandemii i z ogólnego wzrostu kosztów, który obserwujemy. Istotnym tematem jest także nowy system pobierania opłat drogowych w Polsce. Należy się spodziewać wzrostu obciążeń firm transportowych związanych z ewidencją i przesyłaniem informacji satelitarnych czy innych. Z tych wszystkich powodów może więc dojść do ograniczenia przewozów wykonywanych przez polski transport, a nawet także do zaniechania działalności przez niektóre z firm. Może powstać sytuacja, że firmy okołotransportowe i w szczególności budżet państwa otrzymają mniejsze przychody, co byłoby bardzo niepożądane.

 

JD: – Dziękuję za rozmowę.

 

T&M nr 6/2021

Tekst: Jacek Dobkowski

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE