W krainie złączy

Phillips Poland jest jednym z czołowych wytwórców elektrycznych i pneumatycznych złączy do pojazdów ciężarowych w Europie.

Fabryka mieści się pod Łodzią, pracuje na trzy zmiany. Zacznijmy od tego, co nierzadko umyka w medialnych przekazach. Podczas spotkania z dziennikarzami – osobistego, nie przez komputerowe ekrany –  polscy managerowie firmy zaprezentowali się jako ludzie pełni energii, planów na przyszłość, stawiający na rozwój. Widać było autentyczny zapał, z jakim traktują pracę, a konferencja prasowa daleko wybiegła poza proste odczytanie slajdów.

 

Dawno temu w Ameryce

         Julita Mazurkiewicz, członek zarządu, wspomniała o bardzo bogatej historii Phillipsa. Powstał on w roku 1928, więc prawie sto lat temu, nazwa to po prostu nazwisko założyciela, Hugha Phillipsa. Pierwszym produktem był mechaniczny kierunkowskaz, takie odblaskowe ramię do sygnalizacji zmiany kierunku ruchu. Przez dziesiątki lat firma wypracowała bardzo mocną pozycję w Stanach, została praktycznie monopolistą w złączach do dużych ciężarówek klasy 8. Doszło do tego, że  „phillips” oznacza w USA złącze do ciężarówki, tak jak w Polsce „adidasy” to synonim sportowych butów. Być może za pewien czas Phillips zdobędzie bardzo dużą popularność w Europie, wszystko przed nim, zawsze był i jest ambitnym przedsiębiorstwem.

 

Częste przepinanie

         Amerykański rodowód marki ma jeszcze jeden, niebagatelny skutek – jakość. Jak wyjaśnił Grzegorz Handzlik, dyrektor sprzedaży na Europę, na naszym kontynencie ten sam zestaw jedzie przykładowo z Polski do Hiszpanii. W Stanach Zjednoczonych, z racji ich przepisów, co 200-300 mil następuje zmiana ciągnika siodłowego. Naczepa ta sama, ciągnik coraz to inny, więc transport przykładowo od jednego wybrzeża do drugiego wiąże się z wielokrotnym odpinaniem i zapinaniem złączy. Nietrudno sobie wyobrazić, jak złącza, wtyczki muszą być mocne, wytrzymałe, niezawodne.

Phillips Poland jest zarazem dywizją, oddziałem na całą Europę, ale nie tylko. Ma klientów również w takich państwach jak Australia, Izrael, RPA. Eksport to ponad 60 proc. produkcji. Co więcej, wiele wskazuje na to, że produkty z Polski trafią do Ameryki Południowej, przede wszystkim do Brazylii i Argentyny. Z USA jest przecież bliżej, ale dochodzimy do kolejnej amerykańskiej specyfiki, do napięcia 12 V, a nie 24 V jak w Europie czy Ameryce Południowej.     

 

Produkcja własna

         Michał Oswald, dyrektor fabryki, podkreślał, że około 90 proc. komponentów powstaje na miejscu, in-house. Niesie to za sobą kilka zalet, przede wszystkim wysoką, w pełni kontrolowaną jakość, czy elastyczność w razie zmian produktów. W czasie pandemii skupienie wszystkiego u siebie okazało się wręcz nieocenione. Rzecz jasna finalne produkty muszą być droższe od niektórych konkurencyjnych. Nie stanowi to jednak specjalnego zmartwienia, Phillips jest ceniony za jakość towaru i jakość dostaw. Wiążą się z tym niskie koszty reklamacyjne dla firmy. Dyrektor Michał Oswald zaznaczył też, że zmienia się mentalność polskich przewoźników, najtańsze już niekoniecznie bywa uznawane za najlepsze. Poza tym koszt złączy w granicach 800-1000 zł należy uznać za marginalny w porównaniu z kosztem całego zestawu.      

 

Trzy kolory Phillipsa 

         Wytwarzane w Polsce produkty z linii QS6+ mają trzy kolory: niebieski EBS, zielony kable 15-pinowe, żółty adaptery. QS6+ zostały stworzone w oparciu o istniejące już w USA produkty z linii Color By Function, które są w całości kolorowe. Nadanie złączom barw stanowi ułatwienie dla kierowcy, zwłaszcza w nocy albo podczas fatalnej pogody. Produkowanie kolorowych złączy nie jest standardem w branży transportowej, spirale elektryczne w większości są czarne, jak te które Phillips dostarcza na pierwszy montaż dla Daimlera. Normy i przepisy odpowiadające za produkcję komponentów określają standardy wodoszczelności, materiałów użytych do wytworzenia produktu czy jego wymiarów. Zastosowanie przez Phillipsa filozofii kolorów przypisanych do funkcji złącza stanowi innowację, którą firma stosuje by zwiększyć bezpieczeństwo kierowców i wyróżnić się na rynku. Ważna jest też jakość otuliny, która po rozciągnięciu wraca do pierwotnych rozmiarów oraz bardzo solidne zabezpieczenie przed wodą.

         Plany na najbliższy czas zakładają m.in. magazyn wysokiego składowania o powierzchni 2000 mkw., przebudowę infrastruktury dla aut ciężarowych poruszających się po terenie zakładu, powiększenie własnego laboratorium, rozszerzenie portfolio o nowy asortyment m.in. złącza Andersona stosowane np. w wózkach widłowych. Dodajmy, że firma posiada też rozbudowany dział wtryskarek (ok. 20 maszyn) i dodatkowo zajmuję się wtryskiwaniem plastikowych elementów dla branży AGD.

 

Szkolenie praktyczne

Spotkanie w siedzibie firmy Phillips zostało zorganizowane przy okazji szkolenia praktycznego w ramach akcji Profesjonalni Kierowcy, organizowanej przez Volvo Trucks. Phillips jest jednym z nowych partnerów akcji i jednocześnie pierwszym w tym roku gospodarzem szkolenia praktycznego, które odbyło się żywo. Stawiło się kilkanaście osób z prawem jazdy C + E, w tym jedna kobieta, niepracujących jako kierowcy. Plan obejmował jazdę bezpieczną i ekonomiczną zestawem Volvo FH 500 z naczepą Wielton, manewry na placu solówką Volvo FM 380, sytuacje awaryjne typu zepsuta opona oraz część teoretyczną. Nad przebiegiem całości czuwali doświadczeni instruktorzy ze Szkoły Doskonalenia Jazdy Volvo Trucks Polska: Marek Jastrzębski, Robert Kantorek, Bogusław Lieske, Piotr Roguski, Wojciech Sidoruk.

 

T&M nr 6/2021

Tekst: T&M

Add comment

Security code Refresh

              Obejrzyj online    OBEJRZYJ ONLINE